wtorek, 1 grudnia 2020

Ocena perspektyw klas aktywów


Jak wyglądają perspektywy inwestycyjne w końcówce roku 2020 ? Podsumowanie przygotował analityk Phinance Marcin Lau.

OBLIGACJE

Wraz z upływem 2020 r. inwestorzy zaczynają dokonywać podsumowania tego de facto wyjątkowego roku. Mimo, iż wiele aktywów nadal znajduje się na niepewnej drodze do ożywienia, niektóre już zdołały solidnie się odbić. Szczególne wzrosty cen odnotowały obligacje z rynków wschodzących, przez co wielu analityków zastanawia się, czy dalszy wzrost jest jeszcze możliwy. Za scenariuszem pozytywnym przemawia kilka aspektów: po pierwsze, Rezerwa Federalna nie podwyższy stóp procentowych, dopóki nie nastąpi wzrost inflacji. 

Oznacza to, że inwestorzy będą zmuszeni do szukania solidnych zysków poza swoją strefą komfortu. Oznacza to również, że jeżeli stopy procentowe nie wzrosną, rynki wschodzące będą w stanie z łatwością w dalszym ciągu same się finansować. Rynki wschodzące dostały zielone światło od MFW, aby rozpocząć ekspansywną politykę pieniężną, co z kolei ostatecznie wesprze wartość rynkową ich obligacji. Po drugie, nawet jeżeli pandemia Covid-19 nasili presję na niektóre regiony czy sektory, to  w 2020 r. terminy wykupu obligacji z rynków wschodzących wydłużały się, a nie skracały. To pozytywna tendencja, ponieważ oznacza ona, że kraje mogą zablokować niskie stopy procentowe na dłużej, obniżając ryzyko refinansowania w perspektywie krótko- i średnioterminowej. 

Jednym z najlepszych przykładów jest tu Turcja, która była w stanie przedłużyć terminy wykupu obligacji denominowanych zarówno w dolarach, jak i w lirach, pomimo kryzysu walutowego. A już hitem okazało się Peru (!), które w tym tygodniu wyemitowało obligacje o wartości 4 mld USD z terminami wykupu wynoszącymi 12, 40 i uwaga - 100 lat (!). Stuletnie obligacje peruwiańskie zostały wycenione zaledwie o 170 punktów bazowych powyżej amerykańskich obligacji skarbowych, co oznacza, że są to stuletnie obligacje o najniższej rentowności ze wszystkich rynków wschodzących. 

Wdrożenie akomodacyjnej polityki pieniężnej przez banki centralne krajów rozwiniętych również pozytywnie przekłada się na dług gospodarek wschodzących. Wytłumaczeniem może tu być ekspansywna polityka Rezerwy Federalnej i EBC po pandemii Covid-19, która doprowadziła do spadku rentowności wszystkich grup aktywów. Ponieważ banki centralne na całym świecie stale wdrażają nowe bodźce fiskalne, można się spodziewać, że obligacje w dalszym ciągu będą miały wsparcie. Co ciekawe, po ogłoszeniu szczepionkowego sukcesu aktywa z rynków wschodzących o lepszej jakości odnotowały znacznie większe odbicie rentowności (spadek ceny), niż obligacje śmieciowe. Może to być sygnał, że bardziej ryzykowne aktywa są nadal niedowartościowane. To długoterminowo – w krótkim miesięcznym terminie rentowności obligacji mogą utrzymać się w powolnym trendzie wzrostowym z ewentualnym przyśpieszeniem, gdyby rozmowy w sprawie. unijnego budżetu nie miały szczęśliwego zakończenia. 

Ostatnie rozszerzenie spreadu do Bunda może być kolejną oznaką, że rynek jest bardziej ostrożny przed rozmowami polityków. Dodatkowo ogłoszenie nowej tarczy antykryzysowej może skutkować większymi emisjami obligacji PFR, które mają wyższą rentowność niż krajowy dług, a co za tym idzie będzie presja na skarbówki.

 

AKCJE

Poprzedni komentarz kończył się pytaniem: czy aby na pewno Allegro.eu jest już drogie a PKN ORLEN jest już tani? Użyłem tych spółek jako reprezentantów spółek nowych technologii i spółek starej gospodarki. Listopad dał jednoznaczną odpowiedź. Wraz z nadziejami związanym ze szczepionką nastąpił odwrót od spółek popularnych w czasie trwania na pandemii na rzecz spółek konserwatywnych. 

Nie jest tajemnicą, że wyceny branży biomedycznej, a zwłaszcza gamingowej należą do wymagających. O ile w trakcie pierwszego lockdownu inwestorzy rzucili się na spółki technologiczne i związane z dostarczaniem cyfrowych rozwiązań/rozrywki, o tyle wiszące nad rynkami od października widmo kolejnych restrykcji nie zaowocowało już rozwinięciem hossy w tych sektorach. W ubiegłym miesiącu segment gier zmierzył się z testem nowych maksimów, po czym zaliczył solidne, pozostawiające górny cień cofnięcie. Taki obrazek w takich okolicznościach powinien być dla liczących na kontynuację gamingowej hossy poważnym ostrzeżeniem. 

Na polskiej giełdzie doczekaliśmy się odbicia segmentu największych spółek, testujących opór na 1860-1870 pkt. Wraz za nimi także i średnie spółki zostały w ostatnich tygodnia podciągnięte w stronę oporu, czyli szczytów po-covidowego odreagowania wraz ze znajdującą się tam teraz linią trendu spadkowego. 

W Polsce zachęcające odbicie – w USA prawdziwa hossa. Szampańskie nastroje to pochodna rewelacji odnośnie szczepionek, a następnie nominacji osób bliskich Wall Street na kluczowe stanowiska w przyszłej administracji Joe Bidena. 

Tradycyjnie grudzień a potem styczeń to dość dobre miesiące dla giełd więc bardzo możliwe, że w nowy rok giełdy w USA będą wchodzić na kolejnych historycznych maksimach. Co mogło by stanąć na przeszkodzie? Pandemia raczej nie – emocje i strach wyraźnie opadają, zaczyna się odliczanie czasu do masowych szczepień. W tej sytuacji może powrócą stare demony i np. wojna celna. Chiny nałożyły tymczasowe cła antydumpingowe w wysokości 107-212 proc.(!!!) na wino sprowadzane z Australii. Do Chin trafia obecnie 37 proc. całego australijskiego eksportu wina i to obrazuje moc chińskiego rynku. A że Australijczycy gdzieś wino będą musieli sprzedać jest nadzieja dla Nas smakoszy na spadek cen. Innym zagrożeniem jest panująca euforia na rynku. Obrazuje go indeks Fear & Greed. Miejsca do dalszego wzrostu poziomu chciwości robi się już niewiele. Przed lutowym załamaniem rynku indeks ten przez ok. 2 tygodnie poruszał się w strefie 95-97 (na poprawiającym maksima rynku) teraz ma wartość 92. Ponieważ skuteczność tego indeksu jest zastanawiająco wysoka można to traktować jako poważne ostrzeżenie. Dla polskiego rynku akcji -  tykająca bomba to spór o budżet UE. Z jednej strony Niemcy sugerowały niedawno, że niebawem możliwy  jest kompromis. Z drugiej: Polska i Węgry sformowały wspólny front i zaostrzyły stanowisko negocjacyjne (premier Morawiecki mówi, że weto budżetu UE jest „wariantem bazowym”), a KE sugeruje, że oba kraje mogą się odwołać do TSUE. Wciąż pozostaje wierzyć, że na końcu pojawi się jakieś porozumienie, które uchroni nas przed utratą ogromnych funduszy UE, ale coraz mniej prawdopodobne, że nastąpi to już na najbliższym szczycie Rady Europejskiej (10 grudnia). 

Trzeba pamiętać jednak, że polski rynek nawet na tle innych rynków wschodzących, był w całym roku 2020 kulawym reniferem wśród innych pięknych - ciągnących sanie globalnej hossy. Może Nowy Rok zmieni go w galopującego rumaka? Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok to wszak czas nadziei na lepsze jutro. Czego rynkowi i Wam gorąco życzę.

 

SUROWCE

Za nami miesiąc zwyżek na rynku ropy i chyba jednak zaskakującego w swej skali spadku ceny złota. Cena ropy wzrosła do 50 dolarów za baryłkę. Od początku listopada ceny ropy naftowej wzrosły o blisko 15 dolarów za baryłkę i są najwyższe od końca lutego tego roku. W głównej mierze wzrost cen ropy naftowej wynikał z informacji na temat opracowania efektywnych szczepionek przeciwko COVID-19, co w dłuższej perspektywie mogłoby poprawić mobilność ludności i popytową stronę rynku paliw. Póki jednak brak realnych/fundamentalnych przesłanek do takiego optymizmu, wydaje się to po prostu silnym odreagowaniem tegorocznych spadków. A sygnały napływające z negocjacji państw OPEC nie uspokajają rynków. Problemem jest zapowiadane na styczeń przywrócenie wydobycia do poprzednich poziomów. W takim scenariuszu na rynek trafi znacznie więcej surowca, co może spowodować obniżkę cen. Poza tym wielu producentów ropy ma poważne problemy gospodarcze. Domagają się oni możliwości zwiększenia produkcji, by ratować gospodarkę. Niewykluczone, że jeżeli nie dojdzie do podwyżki wydobycia ropy część państw i tak się wyłamie i zwiększy produkcję po cichu, co będzie presją na cenę. Listopad był fatalnym miesiącem dla notowań złota i srebra, zmieniającym jego techniczny obraz. Dość powiedzieć, że jeszcze na początku listopada złoto podchodziło pod 2000 USD za uncję by miesiąc kończyć na poziomach 1770 USD. Szczepionka dla niektórych aktywów okazała się doskonałym panaceum (miedź, ropa inne przemysłowe), ale dla metali szlachetnych to prawdziwa trucizna. Także w perspektywie najbliższych dni i tygodni, głównym zagrożeniem dla cen złota są perspektywy okiełznania pandemii dzięki szczepionce, ponieważ to zmniejsza zainteresowanie złotem jako tzw. bezpieczną przystanią. Jakiekolwiek jednak perturbacje wrócą złoto do kanału wzrostowego. Powoli zbliżamy się w kierunku potencjalnego wsparcia na złocie, czyli 1765 USD. Odczytywał bym to jako okazje do zakupu. Rozwinięcie spadku na srebrze oznacza z kolei, że na ostatniej prostej miesiąca niedźwiedzie mają realną szansę doprowadzenia do wyłamania z flagi i poziomu do kupna trzeba szukać niżej. 

 

WALUTY

W rok 2020 wchodziliśmy z EUR/USD na poziomie 1,10 a obecnie po bardzo dobrym dla dolara miesiącu znajdujemy się bardzo blisko 1,20. Z każdą informacją o szczepionce grający na wzrost na eurodolarze dokładają kolejne punkty do swojego dorobku. Wymowa świeczki i jej umiejscowienie wskazują na sygnalny charakter, a więc zakończenie prowadzonej od 4 miesięcy konsolidacji i dalsze umocnienie USD (1,25? 1,35?). Powinno iść to w parze z utrzymaniem apetytu na ryzyko, wybijaniem oporów na giełdowych indeksach, mocnej postawie EM i surowców, a także nieco łagodzić zakres korekty złota i srebra, które w ostatnich dniach dostają po głowie głównie ze względu na wzrostową korektę rzeczywistych stóp procentowych. Za osłabieniem EURO względem dolara przemawia protokół z październikowego posiedzenia EBC. Potwierdził to co w trakcie konferencji prasowej po decyzji powiedziała prezes Christine Legarde: słabsze dane, niższe odczyty inflacji bazowej oraz wzrost czynników ryzyka dla gospodarki może w ocenie bankierów centralnych uzasadniać zmiany w instrumentach polityki pieniężnej na planowanym na 10 grudnia posiedzeniu. Szczepionka bardzo pomogła polskiej walucie tak jak pozostałym z rynków wschodzących. Poza rublem, który zachował się bardzo, bardzo dziwnie: w mijającym tygodniu nie skorzystał on z osłabienia dolara i wzrostu cen ropy (co uznawane jest za regułę i kanon na rynku walutowym). Mocna aprecjacja złotówki (z poziomu 4,65 do 4,46 w jeden msc) odbyła się na bazie nadziei bez fundamentalnych podstaw. A te był łaskaw określić Prezes NBP Adam Glapiński, który powiedział, że w IV kw. sytuacja gospodarcza jest trudna. W jego ocenie, wzrosło ryzyko spadku inflacji poniżej celu w kolejnych latach. Rafał Sura i Eryk Łon podtrzymali swoje wcześniejsze wypowiedzi, że stopy powinny pozostać stabilne, a Kamil Zubelewicz stwierdził, że nie można wykluczyć obniżek stóp, bo CPI będzie niski w 2021 r. Oczekiwać można więc realizacji zysków ze spadku EURPLN i wzrostu na wyższe poziomy. Kursowi nie udało się przebić strefy wsparcia (4,45), a spadek zmienności to dla walut z rynków wschodzących często zapowiedź nadchodzącego osłabienia. Jak do tej pory złoty i forint w ogóle nie reagują na ewentualne weto Polski i Węgier ws. uzależnienia wypłat z budżetu UE od praworządności. Ponieważ kolejny szczyt poświęcony tej sprawie zbliża się (10 grudnia), rynek może zacząć wyceniać rosnące ryzyko, że porozumienia nie da się osiągnąć. 


czytaj także